O SZKOLE

WERTUJĄC KRONIKI SZKOLNE
SZESNASTEGO LICEUM

Każda historia szkoły powinna się rozpoczynać po bożemu, ad urbi condita, albo, jak kto woli, ab ovo, ja jednak zacznę od telefonu.  Tak,  od telefonu, metalowego aparatu na monety, który wisiał na lewo od wejścia w starym budynku liceum. W papierach można wyszperać, że zamontowano go w roku 1998/99, by młodzież, w razie gwałtownej potrzeby i oczywiście na przerwie, mogła dzwonić do rodziców  w  pracy. Dzisiejsi uczniowie prawdopodobnie nie potrafiliby się takim sprzętem posługiwać, a najmłodsi pytaliby, co to w ogóle jest, wszak urządzenie ani trochę nie przypominałoby im smartfona. Ten archaiczny telefon wydaje mi się jednak ważny, symbolizuje bowiem czas, jego szybkie mijanie i gwałtowną zmianę świata, w którym żyjemy.  Kusi mnie, i prawdopodobnie nie ma w tym nic zdrożnego, by dzieje naszego liceum podzielić na erę sprzed i erę po zainstalowaniu telefonu, bo jakoś w końcu trzeba zaznaczyć, że 45 lat temu wszystko było inne i inna była wtedy epoka.
Szesnastkę powołano do życia w 1970 roku, u schyłku panowania Gomułki. Tak, czasy były ciekawe. Na Placu Centralnym wmurowano właśnie kamień węgielny pod pomnik Lenina, ludy naszej części świata kroczyły ku świetlanej przyszłości, mur berliński trwał. Dopiero za 10 lat Wałęsa miał przeskoczyć płot gdańskiej stoczni. Kraj, w którym to wszystko się działo nazywał się PRL i jeśli teraz ktoś, gdzieś, znalazłby jakimś cudem jego mapę, zwykłą szkolną mapę, którą wiesza się na stojaku przy tablicy albo na gwoździu wbitym w ścianę, bez trudu by spostrzegł, że dziś ten kraj, owszem, istnieje, ale nazywa się inaczej, nie ma natomiast żadnego z państw dawnych jego sąsiadów. Także towarzysz Wiesław dawno i jak należy przeminął, po nim Gierek i Jaruzelski też.
Przez 42 lata siedziba liceum mieściła się na osiedlu Willowym 35 w budynku dawnej podstawówki nr 37. Pierwsi uczniowie wspominają, że wokoło nie było jeszcze wtedy ogródków działkowych, rosło natomiast dorodne zboże. Nie było też jeszcze asfaltowych boisk, ale w nogę oczywiście grano, tyle, że po każdym silniejszym strzale piłka znikała wśród łanów i trzeba jej było szukać rozgarniając kłosy. Trzy lata temu szesnastka została przeniesiona, w głąb osiedla, na Willowe 1 i wraz z gimnazjum tworzy teraz zespół szkół nr 19. Nic więc stałego pod słońcem, nawet adresów szkół.
Łatwo policzyć, że matura w szesnastce odbywa się już od 40-tu lat. Absolwentów mamy więc legion. Pierwsi opuścili mury szkoły w 1975 roku. Większość poszła w świat, niektórzy jednak pokochali swoją szkołę tak bardzo, że postanowili w niej spędzić resztę życia już jako nauczyciele. Inni jeszcze, także zakochani, założyli Stowarzyszenie Przyjaciół i Absolwentów XVI Liceum Ogólnokształcącego.
Dwa słowa należą się też Baczyńskiemu – od 1977 roku patronowi szkoły. Zaproponowała go młodzież, ale z zatwierdzeniem wyboru ówczesne władze zwlekały przez kilka lat. Nie podobał się. Poległy w powstaniu warszawskim poeta, żołnierz AK, Polak, Żyd i socjalista w jednej osobie zdecydowanie nie pasował do panujących w czasach Gierka wyobrażeń o wychowaniu młodzieży w duchu komunistycznych ideałów i narodowej krzepy. Dlaczego się zgodzono, nikt nie wie. W kraju panowało przecież napięcie, uczestnicy strajków w Radomiu siedzieli w więzieniach, za chwilę miano skazać też przywódców KOR-u. Wspominałem, że czasy były inne, inna też waga i znaczenie symboli. Wyhaftowana na sztandarze szesnastki kotwica – symbol Polskiego Państwa Podziemnego, nie stała się jeszcze znakiem rozpoznawczym stadionowych zadymiarzy, ani też zwiększającym sprzedaż tekstyliów gadżetem. W stwierdzeniu, że traktowano ją wówczas niczym relikwie, nie należy dopatrywać się przesady. Warto także pamiętać, że drugim zaproponowanym przez uczniów kandydatem na patrona liceum był Jimi Hendricks. No, ale Hendricks, w Nowej Hucie, i to za Gierka? Hendricks na pieczątkach szkolnych, na świadectwach, na oficjalnych dokumentach… Nie, to się nie mogło udać. Zbyt widoczny byłby w tym wyborze duch rebelii. Postawieniu Baczyńskiego obok Hendricksa nie należy się jednak dziwić. Zarówno jeden, jak i drugi to artysta wyklęty i przywódca pokoleniowego buntu.
Wróćmy jednak do czasów dzisiejszych i obchodzonego właśnie jubileuszu. Konwencja okolicznościowych wystąpień wymaga od prelegenta, by sprostał on zadaniu właściwie nie do wykonania. Z jednej strony musi on opowiedzieć, co działo się w „szesnastce” przez ostatnie 45 lat, z drugiej jednak powinien poskromić swoje pękające z dumy nauczycielskie ego i nie znęcać się nad słuchaczami odczytywaniem kilometrowego katalogu sukcesów uczniowskich. Tak, szkoła nie jest nigdy miejscem spektakularnych wydarzeń. Jeśli wszystko jest jak należy, odbywa się w niej odmierzana rytmem szkolnego dzwonka codzienna praca, mijają kolejne semestry, zarządza się sprawdziany, powtórki materiału, stawia oceny, słowem kierat, rutyna, nużący proces, którego najwspanialszą częścią są wakacje. O specyfice liceum decyduje jednak to, co ów banał i rutynę przełamuje, co wyprowadza edukację i wychowanie poza cztery ściany klasy, jak najdalej od pokrytej kredowym pyłem tablicy. Wspominam kredę i tablicę ze względów, by tak rzec, sentymentalnych, bo ich epoka, tak jak epoka telefonu na monety, dawno się już skończyła i właściwie ich nie używamy. Nie używamy też papierowych dzielników lekcyjnych, wszystko mamy dziś online, zdygitalizowane i globalne. Pracuje się więc inaczej, dużo łatwiej, natomiast największym wyzwaniem pedagogicznym wydaje się dzisiaj nauka myślenia unplugged.
Nie zawsze tak było. Pierwszy krok ku tej cyfrowej wiosce postawiliśmy we wczesnych latach 80-tych. No więc, gdy generał Jaruzelski kończył pacyfikować Solidarność a nad nowohuckimi ulicami unosił się gaz łzawiący, my rozpoczęliśmy współpracę z Liceum z Paderborn z Zachodnich Niemiec. Do dziś realizujemy wspólne projekty, ale wtedy wymiana młodzieży ze szkołą z RFN przypominała otwarcie okna na świat. Każdy wyjazd polskich uczniów za żelazną kurtynę to było wydarzenie i trudno się dziwić, wszak Polacy marzyli wówczas o powrocie do Europy. Te działania wyznaczyły kierunek. W ciągu ostatnich lat współpracowaliśmy ze szkołami z dwudziestu krajów naszego kontynentu. Gościliśmy młodzież z Turcji, Rosji i USA. Nasi uczniowie wyjeżdżali na stypendia do Chin. Dzięki funduszom z Unii Europejskiej w ramach programów Sokrates Comenius i Erasmus zrealizowaliśmy wielkie międzynarodowe projekty. Byliśmy pierwszym liceum w Krakowie, które rozpoczęło  spotkania i wymianę uczniowską z partnerami w Izraelu. Współpracujemy z organizacjami samorządowymi i pozarządowymi, z wszystkimi krakowskimi uczelniami wyższymi, wojskiem i policją, zakonem cystersów w Mogile, który znajduje się właściwie po sąsiedzku. Co roku zbieramy pieniądze na WOŚP, Szlachetną Paczkę, oddajemy krew. Od wielu lat prowadzimy też edukację antydyskryminacyjną, odwiedzamy dawny obóz Auschwitz, przeprowadzamy wywiady z kobietami, które przeszły piekło w Ravensbrück.
Dlaczego to robimy? Bo chcemy, aby nasi absolwenci byli ludźmi otwartymi na świat, empatycznymi wobec bliźnich cierpiących z powodu wojen i nieszczęść. By oprócz wiedzy, do wartości dla nich najważniejszych należały prawa człowieka, równość i tolerancja, by żywili szacunek i ciekawość wobec różnorodności i odmienności kulturowej. Chcemy, by nasi uczniowie wchodząc w dorosłość budowali w Polsce społeczeństwo obywatelskie, by swój patriotyzm łączyli z europejskością i postawami demokratycznymi.

Grzegorz Siwor

 

„40 lat minęło jak jeden dzień…”

Czterdzieści lat minęło jak jeden dzień
Czy to możliwe, czy to tylko sen
Czterdzieści lat to czasu ogromny szmat
Ile się tutaj przewinęło dat.

A szkoła wciąż roztacza uroki swe
Zachęca żeby brać.
Choćbyś te szkolne mury zapomnieć chciał
To one zawsze będą w tobie trwać.
A gdy niepamięć toczy, otwórz szerzej oczy
Bo jubileusz szkolny masz.

Bo to jest ta chwila, coś za gardło chwyta, po chusteczkę sięgaj więc
Nie wstydź się wzruszenia, śmiało wychodź z cienia,
Łzy to tu normalna rzecz.

Czterdzieści lat minęło dojrzałeś już
Choć ideały pokrył gruby kurz
Ty na półwiecze teraz przygotuj się
A może na stulecie, któż to wie?

A szkoła wciąż roztacza uroki swe
Zachęca żeby brać.
Choćbyś te szkolne mury zapomnieć chciał
To one zawsze będą w tobie trwać.
A gdy cię czasem smuci, że to już nie wróci
To jubileusz po to, to jubileusz po to, to jubileusz po to masz…


Słowa: Robert Król (absolwent rocznika 1981 XVI LO).
Muzyka: Andrzej Rosiewicz.

 

Logo wykonała Małgorzata Bujak (absolwentka XVI LO).
Wszystkie prawa zastrzeżone.

 



Życzenia z okazji Jubileuszu nadesłali:

Dyrektor Pelizeus Gymnasium Antonius Steins

"Szanowny Panie Dyrektorze, Przesyłam Panu, Gronu Pedagogicznemu i wszystkim osobom związanym ze szkołą najserdeczniejsze życzenia z okazji jubileuszu 40-lecia. Chciałbym jednocześnie skorzystać z okazji i złożyć Gronu Pedagogicznemu najgorętsze podziękowania za długoletnią, dobrą współpracę. Z najlepszymi życzeniami".

Stefania Henning

"Serdecznie dziękuję za zaproszenie na uroczystość jubileuszową. Z tej okazji życzę wszystkim nauczycielom i wszystkim uczniom wszystkiego najlepszego. Serdeczne pozdrowienia z Paderborn".

Andrzej Przybyłowicz (nauczyciel biologii w 1972-1981)

"Serdecznie dziękuję za pamięć i zaproszenie. Niestety nie mogę być dzisiaj z Wami, od 30 lat mieszkam w Hannoverze i obowiązki zawodowe nie pozwalają mi na przyjazd w tym terminie. Pragnę jednak z okazji Jubileuszu 40-lecia XVI LO im. K.K. Baczyńskiego złożyć całej społeczności szkolnej najserdeczniejsze życzenia pomyślności, sukcesów w pracy wychowawczej i dydaktycznej. Szczególne życzenia kieruję pod adresem tych nauczycieli, uczennic i uczniów, z którymi współpracowałem w latach 1972-1981. Bardzo mile wspominam te lata pracy, Wychowanków z moich klas, gabinet biologiczny, obozy wędrowne… Wspominajcie, bawcie się dobrze, patrzcie z optymizmem w przyszłość.