NASI ABSOLWENCI

Z pod skrzydeł XVI LO wyfrunęło wiele znanych osobowości. Do ich grona należy także Karolina Leszko, wokalistka. Udało nam się namówić ją na krótką rozmowę:

- Skąd wzięła się u Ciebie pasja do muzyki?
- Urodziłam się w domu, w którym muzyka odgrywała bardzo ważną rolę, więc można powiedzieć, że wyssałam ją z mlekiem matki. Od dzieciństwa lubiłam słuchać, śpiewać, a nawet tworzyć swoje pierwsze "małe kompozycje". W III klasie szkoły podstawowej postanowiłam, że spróbuję swoich sił w szkole muzycznej i zdałam egzamin do klasy skrzypiec. Po sześciu latach ukończyłam I stopień szkoły muzycznej im. Mieczysława Karłowicza w Krakowie i zdałam na wokal klasyczny (II stopień), ale tam "wytrzymałam" tylko 3 miesiące, ponieważ okazało się, że to zupełnie nie moja bajka. Potem uczyłam się prywatnie śpiewu (przez ok. 6 lat). Następnie postanowiłam zdawać na Akademię Muzyczną w Katowicach na wydział Jazzu i Muzyki Estradowej. W międzyczasie brałam udział w licznych konkursach muzycznych, m. in. wystąpiłam w "Szansie na sukces".
- Czy od razu planowałaś studia w Katowicach?
- Tak. Studiowanie tam było moim wielkim marzeniem, które szczęśliwie udało mi się spełnić. Uczelnia ta cieszyła się wówczas dużą popularnością i posiadała ogromny prestiż. Dzięki niej rozwijałam swoje zainteresowania, nauczyłam się obycia ze sceną, muzykami i poznałam wiele osób, z którymi pracuję po dziś dzień.

- A jak było podczas nauki w naszym liceum, szkoła umożliwiała Ci rozwijanie się w tym kierunku czy też w jakimś stopniu była utrudnieniem?
- Trudno powiedzieć. Na pewno nie hamowała rozwoju muzycznego. Ale czy ułatwiała? Właściwie też nie, ponieważ nie mieliśmy takiego przedmiotu jak muzyka. Tak więc mogę powiedzieć, że nie przeszkadzała w realizacji moich marzeń, swobodnie mogłam zajmować się nauką i swoimi zainteresowaniami.

- No tak, a jak wspominasz czasy spędzone w murach XVI LO?
- To były świetne chwile. Początkowo chodziłam do klasy pedagogicznej (w której były same dziewczyny), ale kobieta zmienną jest, więc po miesiącu przeniosłam się do klasy profesora Górniaka. Trafiłam tam na świetnych ludzi. Wiele razem przeszliśmy, doskonale się dogadywaliśmy i dużo wspólnie imprezowaliśmy. Cudowna grupa. Do dziś utrzymujemy ze sobą kontakt.

- Pamiętasz może jakieś zabawne sytuacje z czasów liceum?
- Nie. Chociaż… u profesora Siwora zawsze się coś działo. Omawialiśmy jakiś wiersz, profesor zapytał: "Ale kto to mówi?" (chciał usłyszeć od nas zwrot: "podmiot liryczny"), wtedy zgłosiłam się krzycząc: "Ja!" Innym razem temat lekcji związany był ze świętym Graalem. Pan Siwor zadał pytanie: "Co to był ten Graal?" Nie byłam zbytnio skupiona na lekcji, skojarzyłam z Gallem Anonimem i odpowiedziałam: "Kronikarz!". Potem wszyscy śmiali się z Graala Kronikarza.

- Lekcje profesora Siwora zawsze są ciekawe. Ale wróćmy do muzyki, powiesz, czy masz na swoim koncie jakieś występy z wybitnymi muzykami?
- Jakieś znane nazwiska? Musiałabym się zastanowić. Miałam okazję wystąpić z grupą muzyczną Anawa, a także z zespołem Skaldowie oraz Beatą Bednarz.

- A czym, poza muzyką oczywiście, zajmujesz się na co dzień?
- Poza muzyką? Hm… wszystko co robię jest z nią związane, więc choć zabrzmi to dziwnie, mogę powiedzieć, że niczym. Ona jest dla mnie wszystkim i nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niej. Mam to wielkie szczęście, że kocham swoja pracę. Śpiewam i uczę śpiewu, a w tym roku zaczęłam pracę nad swoją autorską płytą i mam nadzieję, że kiedyś, kiedyś uda mi się ją wydać i spełnić kolejne marzenie.

- W takim razie trzymamy kciuki i dziękujemy za wywiad.
- Dzięki.