ARCHIWUM

Ha’roshonim High School w Hercelii i XVI LO w Krakowie.

Było nas 15 uczniów z klas drugich i trzecich oraz  2 czuwających nad wszystkim nauczycieli - Grzegorz Siwor i Justyna Dachowska. Dyrektor Andrzej Górniak doleciał kilka dni później. Wystartowaliśmy w czwartek 18 listopada z Balic, aby po długiej i męczącej podróży z przesiadką w Pradze wylądować na lotnisku w Tel-Aviwie.
Dla wielu z nas była to pierwsza podróż samolotem i pierwsza wyprawa do Azji, dlatego też przygotowywaliśmy się do niej bardzo solidnie. Uczyliśmy się historii Izraela i poznawali obyczaje. Gospodarze przyjęli nas bardzo gościnnie. Spaliśmy w domach izraelskich kolegów, brali udział w życiu rodzinnym i zajęciach szkolnych. Kolejny raz okazało się, że Polacy i Żydzi bardzo szybko nawiązują ze sobą dobry kontakt. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego młodzi ludzie z oddalonych od siebie o tysiące kilometrów miast łatwo znajdują wspólne tematy do rozmowy? Być może krążą między nami jakieś dobre fluidy, być może działa wypracowany w ciągu długich wieków wspólnego sąsiedztwa kod kulturowy.

Tę kwestię trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, wydaje się jednak pewne, że jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. Podczas 10 dni naszego pobytu w Izraelu najważniejsze właśnie były zawiązane na miejscu relacje z rówieśnikami. Przy okazji wyjazdu okazało się też, że kolejne wizyty młodzieży izraelskiej w polskiej szkole dały początek wielu prywatnym kontaktom przez lata pieczołowicie podtrzymywanym internetowo.

Ktoś zapyta, co takiego zobaczyliśmy, czego dowiedzieliśmy się i nauczyli podczas tego wyjazdu, co nam dał wielodniowy pobyt daleko od domu? Nadmiar wrażeń pozwala jedynie na pobieżne wyliczenie. Poznaliśmy Herceliję, Tel-Aviw, Jaffę, Jerozolimę, Nazaret, zwiedziliśmy Masadę, kąpaliśmy się w morzach Martwym i Śródziemnym, podziwialiśmy Jezioro Galilejskie i rzekę Jordan, piliśmy wino na Wzgórzach Golan. Smaki i zapachy bliskowschodnich targowisk, różnorodność tamtejszych, przypraw, splendor nieba i świadectwa długiej, bogatej przeszłości sprawiły, że do Polski wróciliśmy odmienieni.

Pamiętnym doświadczeniem stało się zwiedzanie wystawy głównej Instytutu Yad Vashem, po której oprowadzała nas pani Adina Stoyer. Jej osobisty stosunek do tematu, a także umiejętność opowiadania o rzeczach trudnych w przystępny sposób, wywarły wielkie wrażenie. Wielu z nas uznało 3,5 godziny spędzone w Yad Vashem za najciekawszą lekcję historii, w jakiej kiedykolwiek uczestniczyli. Historia Holokaustu jest przecież ściśle związana z dziejami Polski.

Szczególne uznanie i wielkie wyrazy wdzięczności należą się byłemu dyrektorowi Ha’rishonim High School, panu Naftalenu Manheimowi, bez jego wysiłku i zaangażowania nasza wizyta w Izraelu z całą pewnością byłaby trudniejsza. Podziękowania należą się także dyrekcji pani Rachel Hasson i nauczycielom izraelskiej szkoły a zwłaszcza panu Arielu Robinsonowi, który kierował przygotowaniami do spotkania. Wyrazy wdzięczności należą się również wszystkim rodzinom uczniów z Hercelii, którzy tak miło i troskliwie opiekowali się polskimi uczniami. Dla porządku dodam tylko, że wyjazd do Izraela młodzieży naszej szkoły stał się możliwy dzięki dotacji MEN, o którą ubiegało się w imieniu szkoły Żydowskie Muzeum Galicja z Krakowa. Kiedy 27 listopada wylądowaliśmy w Balicach, siąpił deszcz ze śniegiem, wiał zimny wiatr a w koło było ponuro i ciemno. Dzień wcześniej w Hercelii kąpaliśmy się w morzu i biegali po plaży - cały dzień świeciło słońce. Trudno, bolesny powrót do rzeczywistości to przecież także ważne życiowe doświadczenie.
 
Grzegorz Siwor